Pracuję w poradni, która specjalizuje się w pracy z osobami z syndromem Dorosłego Dziecka Alkoholika. Większość moich pacjentów na pierwszym spotkaniu mówi o sobie: „jestem DDA”, „jestem DDD”. Sama używam tych określeń często, choć ich nie lubię. Tymczasem, głównym celem mojej pracy jest sprawienie, aby określenie DDA było jedynie fragmentem historii i tożsamości osoby, aby pacjent z Dorosłego Dziecka Alkoholika stał się osobą, która wychowała się w domu z problemem alkoholowym, a teraz buduje swoje własne dorosłe życie.
Nikt nie rodzi się DDA i nikt nie musi zostać nim na zawsze. Proces terapii ma służyć temu, by tak uporządkować i przeformułować opowieść pacjenta o dzieciństwie, by był on w stanie radzić sobie ze swoją przeszłością w sposób konstruktywny. Terapia nie jest po to, aby dzieciństwo skasować, czy zapomnieć o nim. Jest po to, aby nie było ono już najważniejszym elementem opowieści osoby o sobie. Psychoterapia ma być zmianą tych śladów w obrazie siebie i funkcjonowaniu osoby, które pozostawiło po sobie dzieciństwo.

Zastraszone dziecko
Wielu moich pacjentów, rozpoczynając terapię, po raz pierwszy w życiu opowiada o tym, co działo się w ich rodzinach. Jest to dla nich nowe doświadczenie, ponieważ alkoholizm i przemoc były w ich domach tematem tabu, łączyły się z nimi cierpienie i wstyd. Każde tabu ma ogromną moc – napięcie wynikające z jego istnienia potęguje siłę i tak już dramatycznych doświadczeń. Są jednak również tacy pacjenci, którzy mówią o doznanych krzywdach bardzo wiele. Na nich opierają swoją tożsamość. Wszystko, co dzieje się w ich życiu, tłumaczą doświadczeniem dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym. Obydwie postawy sugerują, że osoby te tkwią nadal w swoim traumatycznym dzieciństwie i nawet jeśli z zewnątrz wydaje się, że żyją życiem dorosłej, niezależnej osoby, to są ciągle w pozycji dziecka uzależnionego od rodziny. Dorosłe dziecko alkoholika jest ciągle dzieckiem, dzieckiem determinowanym przeszłymi i teraźniejszymi działaniami oraz postawami rodziców. W terapii staramy się tę determinację jak najbardziej ograniczyć. Chcemy, aby pacjent w końcu poczuł się osobą dorosłą, którą przecież jest. Mechanizmy, którymi posługują się pacjenci, wykształciły się jako normalne reakcje na nienormalne sytuacje w ich domach. Jako dzieci, nie mieli wpływu na zmianę tych sytuacji, mogli jedynie próbować przetrwać, starać się nie odczuwać i nie okazywać swoich emocji. Teraz przychodzi czas na życie a nie – jak było wcześniej – przetrwanie. Jako dorosły pacjent może pozwolić sobie na przeżycie emocji wtedy zamrożonych. Teraz ma wystarczającą siłę i umiejętności zaradcze, aby czuć i nie rozpaść się. Świat, w którym żyje, jest o wiele większy niż ten z dzieciństwa – bo przecież całym wszechświatem dziecka jest jego rodzina – więc przeżywanie i wyrażanie emocji nie sprawi, że cały ten świat się rozpadnie.

Odzyskaj wolność
Zmiana perspektywy nie jest łatwa. Komuś, kto przez całe życie czuł się dzieckiem, trudno poczuć siłę dorosłego. Żegnanie się z określaniem DDA jest trudnym momentem brania odpowiedzialności za swoje życie. Źle jest, gdy ktoś przywiązuje się do określenia DDA – może stać się ono wymówką, może być próbą uciekania od odpowiedzialności za swoje życie („To wszystko przydarza mi się, bo jestem DDA”). Przerzucanie odpowiedzialności to proces nieświadomy, związany z lękiem przed nieznanym i przed odpowiedzialnością. Zaprzeczanie, że krzywda miała miejsce również jest przejawem tkwienia w opowieści dzieciństwa. To opowiadanie po raz kolejny opowieści rodziny, która kierowała się zasadami nie czuć – nie mówić – nie ufać. To opowieść nieprawdziwa, przez co odbierając wolność. Zadaniem terapeuty jest kontrolowanie, aby bardzo potrzebny (jeśli nie najważniejszy) proces przeżywania złości, smutku, poczucia krzywdy, niesprawiedliwości, żalu i poczucia straty nie stał się procesem przewlekłym. Terapia ma być ponownym opowiedzeniem i przepisaniem historii o dzieciństwie, a przede wszystkim ma być procesem domykania bądź zamykania tej opowieści. W terapii powinien dokonać się proces wybaczania. Powinien się on wiązać ze stworzeniem listy krzywd i pozwoleniem sobie na przeżycie na nowo emocji z nimi związanych. Wybaczanie ma przynieść uwolnienie od zalegających emocji, pozostawienie za sobą związanych z nimi relacji i doświadczeń. Wybaczanie nie jest dla tego, który krzywdził, ale dla tego, który był krzywdzony. Wybaczanie to uwalnianie się od poczucia krzywdy, to odzyskiwanie wolności. Grupa, którą prowadzę, bardzo się złości, kiedy na liście obecności widnieje określenie ‚DDA zaawansowane”. Mówią wtedy: „Drugi rok terapii, a mimo tego, co obiecujecie, nam się pogarsza”. Cieszę z tej złości. To oznaka zdrowienia. Rok wcześniej dla grupy bardzo ważna była możliwość powiedzenia „My, DDA”. Teraz przyszedł czas żegnania się z etykietą. Oczywiście to, że wychowali się w rodzinie z problemem alkoholowym na zawsze pozostanie częścią ich historii, na zawsze będzie to część znacząca i trudna, ale już nie najważniejsza. Najważniejsze jest i będzie ich dorosłe życie, jakie budują. Konieczna będzie również konfrontacja z tym, że stare reguły już nie funkcjonują, że należy wziąć odpowiedzialność za siebie i stworzyć nowe, zdrowe reguły.

Złe przekuć w dobre
Ślad dzieciństwa pozostaje na zawsze. Pod wpływem terapii to, co utrudniało funkcjonowanie, powodowało dyskomfort czy cierpienie, może jednak zmieniać się w siłę, w mocne strony. Wśród cech i mechanizmów, które wykształcają się u osób dorastających w domu z problemem alkoholowym, wymienia się często: nadodpowiedzialność, nadkontrolę, nadmierne poczucie lojalności, dużą wrażliwość, uzależnianie swoich emocji od emocji innych ludzi, skłonność do poświęcania się dla innych, wytrwałość pomimo wszystko, skrajnie dużą determinację w dążeniu do celu, olbrzymią odporność na stres. Moi pacjenci często bardzo dobrze sobie radzą na wielu płaszczyznach swej aktywności, ale ich życie nie jest harmonijne. Terapia ma sprawić, aby ktoś, kto pracuje piętnaście godzin dziennie, aby wykonać wszystkie zadania perfekcyjnie i otrzymać pochwałę od szefa, zadbał również o siebie, potrafił dostrzec, że ktoś nadmiernie obarcza go obowiązkami, dał sobie prawo do popełniania błędów. Osoby, które wychowały się w domach z problemem alkoholowym, potrafią świetnie obserwować innych, wyczuwać ich emocje. Gdy nie będą już uzależniać swoich uczuć od emocji innych, pozostanie umiejętność obserwacji i empatia, jakże cenne w budowaniu zdrowych i satysfakcjonujących związków i relacji. W psychoterapii pomagamy pacjentom ograniczać te ich cechy, które nie pozwalają im się czuć w pełni swobodnie i utrudniają budowanie zdrowych relacji, uniemożliwiają odpoczynek, a przede wszystkim doświadczanie szczęścia. Jeśli proces terapeutyczny przebiegnie pomyślnie, pozostanie po nim to, co zdrowe: odpowiedzialność, odpowiedni poziom kontroli, lojalność wobec osób, które na to zasługują, wrażliwość, empatia, wytrwałość, determinacja, odporność.

Mam już siłę
Jestem pod wrażeniem zmian, którym towarzyszę w procesie terapii. Patrzę, jak osoba, która przez wiele lat koncentrowała się na tym, żeby przetrwać, przeżyć, zaczyna naprawdę żyć. I nawet jeśli w procesie terapii uaktywniają się trudne wspomnienia i emocje, znajduje w sobie siłę, by stawić im czoło jako osoba dorosła. A potem, korzystając z tej odkrytej siły i dorosłości, buduje swoje życie. Teraz już swoje własne.

PS. W tekście używam terminu „pacjent”, a nie modnego, amerykańskiego „klient”. Nie jest to wyraz medykalizacji mojego myślenia. Pacjent, według łacińskiego źródłosłowu patiens, to ktoś, kto cierpi. Przeżywany ból, to cecha wspólna osób zgłaszających się na terapię a zmniejszenie cierpienia jest głównym celem psychoterapii.

Katarzyna Gruca
Psycholog, psychoterapeuta, studiowała filozofię na UJ, pracuje z DDA i DDD w poradni Stacja Psychologiczna w Krakowie www.stacjapsychologiczna.pl

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST, SKRĘPOWANI DZIECIŃSTWEM O DOROSŁYCH DZIECIACH ALKOHOLIKÓW, NUMER SPECJALNY 2011
ZAMÓW PRENUMERATĘ LISTU: http://sklep.e-medialist.pl