PORZUCENI DLA MAMUSI

77

Najpierw do mojego gabinetu doszedł zapach kosztownych męskich perfum, a chwilę potem wszedł ich „właściciel”. Okazał się nim elegancki mężczyzna w średnim wieku, w dobrze skrojonym garniturze i ekstrawaganckich czarno-białych butach. Barczysty, z opaloną na jasny brąz twarzą. Jego pewność siebie była wręcz przytłaczająca.

Historia, jakich wiele…
Wydawało mi się, że gabinet jest zbyt mały dla tego człowieka. Przywitał się, usiadł na wskazanym miejscu. Przedstawił się jako Marcin, właściciel dużej firmy świadczącej usługi informatyczne. W branży był znany z perfekcyjnego zarządzania projektami i ludźmi.

Na pytanie o rodzinę odpowiedział: „Ożeniłem się dwanaście lat temu, ale wciąż nie wiem, co to znaczy mieć żonę”. Od tego zdania jego pewność siebie topniała z każdym wypowiadanym słowem. Okazało się, że od dnia ślubu nie zaistniał w swoim małżeństwie jako partner. Żona konsultowała i podejmowała każdą decyzję ze swoją mamą: począwszy od wyboru ozdobnej tapety do pokoju, przez zasady wychowywania dzieci, a na planach wakacyjnych skończywszy. To ostatnie wydawało się zresztą uzasadnione, ponieważ wakacje żona Marcina spędzała ze swoimi rodzicami. Przedziwny paradoks: mężczyzna zarządzający ogromną firmą nie miał nic do powiedzenia w swoim własnym domu.

Podobnych historii jako terapeuta małżeński mógłbym opowiedzieć wiele. Zjawisko wciąż nieodciętej pępowiny uśmierca wiele małżeństw. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni stają się ofiarami niedojrzałej miłości zaborczych rodziców. Więzi z rodzicami ograniczają rozwój małżonków. Z każdym rokiem separacja od rodziny, z której się pochodzi – tak potrzebna dla udanego życia małżeńskiego – staje się trudniejsza. Separację należy rozumieć tutaj, jako dojrzałą postawę w budowaniu bliskich, ale opartych na niezależności, relacji z własnymi rodzicami.

Wiedza jest początkiem
Psychoterapia jest moją pasją, również dlatego, że zakłada wymienność ról mistrza i ucznia: zarówno pacjent uczy się od terapeuty, jak i terapeuta od pacjentów. A ci potrafią udzielać lekcji dobitnie.

Pamiętam parę m.ałżonków, którym udało się porozumieć, gdy zobaczyli, jak wielki wpływ na ich obecne małżeńskie życie mają ich historie rodzinne. Terapia trwała zaledwie kilka tygodni, po których małżonkowie zbliżyli się do siebie tak bardzo, że ze zdumieniem wspominali fakt złożonego tuż przed rozpoczęciem terapii pozwu rozwodowego. Ich relacja – mimo obaw, że zmiana przyszła aż nadto szybko –nie załamała się po miesiącu, półroczu ani po roku od zakończenia terapii. W ten sposób nauczyłem się, że wiedza jest początkiem uzdrowienia. Jeśli wiemy, co i dlaczego destabilizuje nasze życie, wówczas znacznie łatwiej jest wypracować zmianę. Dlatego bardzo ważne w procesie opóźnionej separacji od rodziny jest zrozumienie mechanizmów, które wiążą bezradne „dziecko” z przytrzymującymi rodzicami.

Lojalność czy powinność
To, co destabilizuje małżeństwo w sytuacji nieodseparowania się jednego z małżonków od rodziców, to ciągły, niekończący się konflikt lojalności i powinności. Żona oczekuje pomocy w domu, teściowa narzeka na kolejne, nienaprawione usterki. Mąż oczekuje współpracy w podejmowaniu decyzji, teściowa wyłączności w decydowaniu. Żona potrzebuje wsparcia i obecności, teściowa daje wciąż wyraz swojej samotności i opuszczeniu. Rzecz tyczy się również osoby teścia, choć zarówno wyniki badań, osobista praktyka terapeutyczna, jak i popularne dowcipy wskazują na zdecydowaną przewagę w ingerowaniu w życie młodych teściowej, rzadziej teścia. Wybór między lojalnością wobec współmałżonka, a powinnością wobec rodzica może wydawać się trudny, ponieważ partner jako małżonek nie chce zawodzić swojego współmałżonka, a jako dziecko – swojego rodzica. A tym, co potęguje konflikt, jest najbardziej wyrafinowany mechanizm kontroli, z jakim się możemy spotkać – kontrola sprawowana przez poczucie winy. Jak to wygląda? Repertuar nie ma końca: „To ja cię wychowywałam tyle lat, byłam tak ofiarna, a ty nie możesz mnie odwiedzić, kiedy o to proszę?”. A może bardziej bezpośrednio: „Nie mam nikogo bliskiego poza tobą. Jeśli nie mogę na ciebie liczyć, to nie mam już po co żyć!” I moje ulubione: „Nie wstyd ci odrzucać własną matkę? Nie czytałeś, że masz czcić ojca swego i matkę swoją?”. Przeciwstawienie się tak mocnym stwierdzeniom jest bardzo trudne.

Tym, co pozwala się z nimi zmierzyć, jest wykazywanie rodzicom absurdu sprawowania tak nadmiernej kontroli. Co ma do rzeczy ofiarność matki i oczekiwanie bezwzględnego posłuszeństwa od dziecka? Albo grożenie problemami zdrowotnymi z chęcią zawłaszczenia? Łagodne wskazywanie granic między własnym małżeństwem, a innymi osobami (również rodzicami) orz zachowywanie postawy szacunku wydaje się najmniej konfliktowym sposobem na przejście przez proces separacji od rodziców. Pomocne mogą okazać się przy tym proste zabiegi: stopniowe zmniejszanie częstotliwości spotkań i rozmów telefonicznych, ograniczanie korzystania z pomocy teściów czy bardziej okrojone dzielenie się sprawami dnia codziennego. Niestety, bywa że sposób ten jest nieskuteczny. Nie dlatego, że małżonkowie robią to nieumiejętnie, ale dlatego, że rodzice nie chcą separacji dziecka. Wtedy konieczne jest postawienie twardych granic, a nierzadko nawet czasowe nabranie dystansu.

Wszystko z miłości?
Innym sposobem na przywoływanie dorosłego dziecka „do porządku” jest karanie go przez wycofanie akceptacji i miłości. Jeśli mąż lub żona da wyraz swojej wierności małżonkowi, a nie rodzicowi, wówczas ten drugi może zamilknąć, nie odbierać telefonów, odmawiać przyjścia na urodziny wnuka lub wnuczki. W takich sytuacjach zachowanie dystansu wobec rodziców może być pomocne. Mam na myśli zmniejszenie kontaktów z toksycznymi rodzicami do minimum. Wówczas rodzic znajduje się w sytuacji, w której faktycznie i realnie traci kontakt z dzieckiem. A nadmiernie zaangażowany rodzic boi się najbardziej samotności. I choć brzmi to zadziwiająco, najlepszą rzeczą, jaką można czasem zrobić w takiej sytuacji, jest zbudowanie dystansu. Radykalizm tego podejścia kreuje sytuację, w której może dojść do unormowania i uzdrowienia kontaktów z teściami.

Dlaczego rodzice podejmują takie nieczyste zagrania? Tłumaczą to zazwyczaj troską o córkę, miłością do syna, pragnieniem wychowywania i dawania szczęścia. Motywacje nie do podważenia. Rzecz w tym, że bardziej adekwatnym tutaj słowem byłby „lęk”. Rodzice tak naprawdę boją się utracić kontrolę nad dzieckiem, bo może to dla nich oznaczać zmierzenie się z problemem ich własnej relacji małżeńskiej. Mogą obawiać się, że brak wpływu na dziecko pozbawi ich wpływu na cokolwiek w ich życiu, np. na zbliżającą się starość. Rodzice mogą wreszcie bać się, że nie angażując się w życie dziecka, będą musieli zaangażować się w swoje własne. Jeśli rodzice lub jeden z nich (zwykle matka) poświęcił wszystkie swoje pasje, marzenia, na rzecz dziecka – odejście tego dziecka z domu i jego emocjonalne odseparowanie się dotkliwie przypomina o tym ogromnym błędzie.

Jak się uwolnić?
Żal i poczucie odrzucenia czy wręcz bycia porzuconym przez współmałżonka zwykle powoduje chęć znalezienia winnych. W ten sposób rozpoczynają się cykle niekończących się oskarżeń małżonka o to, że ten jest zależny od swoich rodziców, że zaniedbuje małżeństwo, że jest przyczyną bólu i cierpienia. Czasem z bezsilności ludzie grożą odejściem, mając nadzieję, że postawienie sprawy na ostrzu noża wstrząśnie małżonkiem. Zwykle jednak przynosi to skutek odwrotny: zaatakowany małżonek wycofuje się jeszcze bardziej. Kiedy dojdzie do tego krytykowanie jego rodziców,  wówczas lojalnie stanie po ich stronie i będzie ich bronić. W efekcie sojusz „związanego” małżonka i zaborczych rodziców wzmocni się. W takiej sytuacji najlepiej byłoby porzucić wzajemne oskarżenia! Złość pochłania bardzo wiele energii. Energii, która będzie potrzebna do odzyskania „związanego” małżonka.

W zamian warto się skupić na pogłębieniu więzi i bliskości między małżonkami. Innymi słowy, chodzi o odbudowanie przyjaźni. Nie mówię o podjęciu walki z teściami, nie mówię nawet o długich rozmowach z małżonkiem na temat jego zależności od własnych rodziców. Trzeba zacząć budować z żoną relację, która da więcej bezpieczeństwa niż relacja z własnymi rodzicami. Trzeba się postarać, by mąż odczuwał większą satysfakcję przebywając z żoną niż z rodzicami. Odseparowanie się „związanego” małżonka może dokonać się tylko wtedy, kiedy on sam będzie tego pragnął. Dlatego parom przychodzącym z takim problemem na terapię proponuję, aby zaczęli od odbudowania łączącej ich więzi. Jak to zrobić?

Znajdźcie czas
Dwa filary, na których wznosi się małżeńska przyjaźń, to obecność i dialog. Niestety to właśnie z tym małżonkowie mają najwięcej problemów. Nie spędzają ze sobą zbyt wiele czasu, a jeśli już, to nie poświęcają go sobie nawzajem. Niewiele rozmawiają, a nawet jeśli, zwykle rozmowy te dotyczą organizacji firmy zwanej „rodziną”, bo przecież „show must go on!” Tymczasem rozmowy na temat tego, „kto ma wynieść śmieci?” albo „kiedy należy odebrać dzieci i dlaczego wciąż Jaś ma nie odrobione lekcje?” nie zaspokoją potrzeby bliskości. Jeśli ktoś chce odzyskać „związanego” małżonka, musi zaplanować czas, który regularnie razem będzie spędzał z żoną czy mężem. Oto kilka wskazówek:

  •  Ustalcie jeden, najlepiej stały, dzień w tygodniu, w którym zarezerwujecie dla siebie półtorej godziny.
  •  Czas ten bezwzględnie (!) spędzajcie sami, bez dzieci (organizując uprzednio stosowną dla nich opiekę).
  •  Wpiszcie daty spotkań do kalendarza, aby pozostałe plany dopasowywać do tych spotkań.
  •  Urozmaicajcie formę spotkań tak, aby stały się one rytuałem – nie rutyną.

 

Jeśli już uda się wam zapewnić warunki do bycia razem, łatwiej będzie zacząć rozmowę. Badania wykazują, że 2/3 par przeżywa istotny kryzys w momentach przełomowych w życiu, np. po narodzinach pierwszego dziecka, w wyniku utraty pracy, z powodu powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim. Dla 1/3 małżeństw jest to bodziec pobudzający do rozkwitu małżeńskiej miłości. Co odróżnia jednych małżonków od drugich? Naukowcy specjalizujący się poznawaniu dynamiki życia małżeńskiego podkreślają, że to właśnie aktualizowanie wiedzy na temat przeżywanych uczuć, wyznawanych poglądów i osobistych przekonań współmałżonka pozwala przetrwać krytyczne momenty i wykorzystać je na korzyść związku. Innymi słowy, ważne jest dzielenie się swoim życiem. Budowanie więzi jest procesem i dlatego wymaga czasu, jednak w efekcie pozwala uchronić małżeństwo przed największymi nawałnicami problemów i napięć.

Rozmawiajcie
Dopiero wówczas, gdy małżonkom uda się ponownie zbliżyć do siebie i odbudować więź, możliwe jest delikatne podjęcie tematu relacji z rodzicami. Konieczne będzie wówczas odpowiedzenie sobie na kilka zasadniczych pytań:

  •  Co cenimy w naszych rodzicach, a czego nie chcielibyśmy przenosić na naszą relację?
  • W jaki sposób wyglądają obecnie nasze kontakty z rodzicami? Jak chcielibyśmy, aby wyglądały w przyszłości?
  •  Gdzie i jak postawić granice w relacjach z teściami?
  •  Co budzi napięcie i niepokój w relacjach z rodzicami?
  •  Jak reagować na pojawiające się napięcie w relacjach z rodzicami?
  •  Co możemy zrobić, by zachować jedność w sytuacji napięć z rodzicami?
  •  Co leży u podstaw nadmiernych ingerencji rodziców w nasze życie?

Coś nowego
Ostatnim etapem  „odejścia” od zaborczych rodziców jest ustalenie wspólnych przekonań i poglądów na temat wzajemnych relacji oraz  uzgodnienie spójnego sposobu zachowania  się wobec nich. Opóźnione w czasie emocjonalne odchodzenie z rodzinnego domu jest bardzo trudne i oznacza wejście w coś zupełnie nowego i nieznanego – niezależność. A to, co nowe i nieznane, nawet jeśli wiemy, że konieczne i dobre, zawsze budzi w nas lęk. Trzeba więc wspierać swojego małżonka dobrym słowem, doceniać każdy przejaw dojrzałego okazywania niezależności, podnosić na duchu i pocieszać w sytuacjach krytycznych.

Może okazać się, że konieczne będzie skorzystanie z fachowej pomocy, zwłaszcza wtedy, kiedy mimo szczerych chęci relacje z rodzicami nie będą ulegały przemianie. Praca terapeutyczna może pomóc w bezpiecznej separacji bez przeżywania dodatkowych zranień.

* * *

Jako terapeuta par i małżeństw towarzyszę zarówno parom, które doświadczają rozległego i głębokiego kryzysu relacji, jak i tym, które mierzą się z umiarkowanymi trudnościami, ale pragną pogłębić istniejącą wieź. Przez ten czas wiele razy obserwowałem niezwykłe przemiany małżeńskiej relacji, wzruszające powroty i rodzące się we łzach słowa przebaczenia. Cuda się zdarzają. Ale ty nie oczekuj, że wydarzy się cud w twoim małżeństwie – zapracuj na niego! Ponieważ cud zmiany jest efektem wytrwałej pracy, niezłomnej wiary w powodzenie i prawdziwej gotowości do zmiany samego siebie. Tego ci życzę!

Michał Piekara

Michał Piekara wraz z żoną założył Fundację Rodzin Pełna Chata, autor artykułów i książek o tematyce rodzinnej, m.in. „Razem przez życie. Poradnik dla małżeństw, które pragną zwyciężać”, psychoterapeuta w Centrum Budowania Relacji w Krakowie, pomysłodawca „Kliniki Małżeńskiej”, specjalizującej się w pracy z małżeństwami w kryzysie: www.klinikamalzenska.pl

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST,  DOROSŁE DZIECI NIEDOJRZAŁYCH RODZICÓW, NUMER 10.-11.2013, http://sklep.e-medialist.pl