Zacznijmy od nazwy. Jak rozumieć określenie „dorosłe dziecko alkoholika”?
Termin ten ukuty został w Stanach Zjednoczonych, niemal równocześnie z rozpoczęciem programu samopomocy dla anonimowych alkoholików. Zauważono, że istnieje pewna zależność między osobą długotrwale nadużywającą alkoholu, a pozostałymi członkami jego rodziny, którzy niejako adaptują się do sytuacji uzależnienia. Początkowo uważano, że domowe otoczenie alkoholika reaguje podobnie. Okazało się jednak, że w inny sposób radzą sobie dorośli partnerzy, którzy mogą mieć większy wpływ na daną sytuację, a w inny sposób dzieci, które zmuszone są do trwania w wykreowanej przez rodziców czy opiekunów destrukcyjnej rzeczywistości. Osoby, które wychowywały się w rodzinach z problemem uzależnienia od alkoholu, nazywa się zwyczajowo DDA. Jest to określenie wskazujące na źródło trudności adaptacyjnych, z jakimi muszą radzić sobie te osoby, a więc na ich przeszłość. Nie jest to opisana klinicznie jednostka chorobowa, lecz etykieta. Psychoterapeuci mówią raczej o syndromie DDA, czyli charakterystycznym zespole cech występujących u części osób dorosłych, które dorastały w określonych warunkach systemu rodziny z problemem uzależnień.

Jakimi cechami charakteryzuje się ten syndrom?
Zwykle wymienia się lęk przed bliskością i trudności w relacjach, nieufność i wzmożoną kontrolę, problemy w przeżywaniu i wyrażaniu uczuć i potrzeb, zależność i trudności z separacją od osób i sytuacji. W dzieciństwie, kiedy osoby z tym syndromem musiały radzić sobie z wieloma trudnościami, m.in. z dystansem ze strony rodziców, ich nieprzewidywalnością, powodowało to w ich życiu wiele traum. Wczesne i długotrwałe trudności z budowaniem więzi z matką, ojcem czy opiekunami, zwykle owocuje u tych osób zaburzeniami, które opisywane są raczej jako trudności na poziomie osobowościowym niż nerwicowym.

Dzieci przyjmują zatem postawy adekwatne do tego, co dzieje się w ich domach…
Osoby z syndromem DDA wywodzą się z domów, w których relacje z ważnymi dla nich dorosłymi były zakłócone. Trudno im było przejrzeć się w oczach ojca i matki, trudno było zostać „nakarmionym” emocjonalnie, ponieważ jeden z rodziców był skoncentrowany na swoim piciu, a drugi na próbie rozwiązania alkoholowego problemu partnera. W związku z tym, dzieci zawsze były opuszczone, doświadczały poczucia osamotnienia, ich potrzeby nie były zaspokojone, obarczane były nadmiernymi wymaganiami, wykraczającymi poza ich zwykłe, dziecięce role. System rodzinny wymuszał na nich na przykład podjęcie roli zastępczego partnera względem jednego z rodziców czy zastępczego rodzica wobec swojego rodzeństwa. Dzieci z rodzin z problemami uzależnień wychowywane są w klimacie tajemnicy, udawania, że wszystko w domu jest w porządku. Problem uzależnienia, i często współobecnej przemocy, jest ukrywany, maskowany, zaprzeczany. Z tego powodu dzieci tłumią swoje uczucia, swoją indywidualność, stają się nadmiernie czujne, nieufne, kontrolujące i zależne.

A jaką rolę odgrywają rodzice niepijący, tzw. współuzależnieni?
Skrót DDA można by rozwinąć jako „dorosłe dziecko alkoholika i osoby współuzależnionej”. Nieuzależniony rodzic często bywa przez dziecko idealizowany, stawiany na piedestale, gdyż jest jedyną nadzieją na wsparcie. Dzieci, aby przetrwać, często wyrzekają się swoich potrzeb, by wspomagać trzeźwego rodzica, jawiącego się im jako bezradna, słaba i pokrzywdzona osoba. Jednak podczas terapii zwykle okazuje się, że krzywda rodzica zasłaniała wykorzystywanie przez niego dziecka do swoich celów, np. pieniędzy alkoholikowi, szukania go, wielogodzinnego rozmawiania z pijanym rodzicem, by go uspokoić itp. Trzeba dodać, że syndrom współuzależnienia opisywany jest jako niszcząca adaptacja do sytuacji życia w związku z osobą uzależnioną. Jeśli tak funkcjonuje drugi rodzic (jest bezradny, depresyjny, skoncentrowany na alkoholiku, zobojętniały na świat wokół), to oprócz swojego cierpienia, z pewnością przysporzy wiele bólu i niedostatku swoim dzieciom.

Czy każde dziecko wychowujące się w domu z problemem alkoholowym w przyszłości będzie wymagać pomocy terapeutycznej? 
Oczywiście, że nie. Na to, czy ktoś będzie potrzebować specjalistycznej pomocy, czy też nie, wpływa wiele czynników. Jednym z nich jest temperament, czyli siła konstrukcji psychicznej. Czasami zdarza się, że partner alkoholika nie ma syndromu współuzależnienie, bierze odpowiedzialność za siebie i buduje zdrowe relacje z dziećmi, daje im zaplecze emocjonalne. Bywa również tak, że dzieci znajdują pomoc poza rodziną, np. u cioci, wujka, księdza czy trenera. To pomaga im w jakimś stopniu kompensować braki domu rodzinnego. Starsze dzieci szukają pomocy w ruchach religijnych, harcerstwie, sporcie. To ważna alternatywa, ponieważ daje poczucie uporządkowania moralnego, którego brakuje w ich domach. Dzieci szukają tam także miłości, wsparcia, wzmocnienia poczucia własnej godności, akceptacji. Wybierają wspólnoty oferujące bliskość, której brakuje im w domach zdominowanych przez agresję i przemoc fizyczną albo chłód emocjonalny. Takie alternatywne formy, jeśli nie powtórzą totalitarnego systemu rodzinnego, pomagają leczyć doznane zranienia, uczą budowania wzajemnych relacji, szanowania zasad, itp.

Jakie postawy społeczne przyjmują DDA? Są otwarci na świat, czy raczej wycofani, zalęknieni?
Osoby te często miewają zaburzenia lękowodepresyjne, a także cechy osobowości zależnej. Mimo że są pozornie niezależne, zaradne, przez wiele lat potrafią opiekować się rodzicami, to kiedy muszą zająć się własnym życiem, stają się zupełnie bezradne. Z jednej strony mogą robić trzy fakultety naraz, angażować się w pomoc słabszym, działać w ruchach religijnych, a z drugiej, kiedy muszą zająć się swoimi problemami, uciekają, chowają się, nie podejmują walki o własne dobro. Określenie „dorosłe dziecko” dobrze odzwierciedla sposób ich funkcjonowania. Swoim zachowaniem ujawniają, że są uwięzione w przeszłości, czyli w sytuacjach, w których nie mogły prosić o miłość, nie mogły mówić, że są głodne czy chore. Sytuacja zmuszała je jednak do tego, by przyjmowały postawy dorosłe, musiały np. same zanosić swoje dokumenty z przedszkola do podstawówki, organizować przeprowadzki, prowadzić uzależnionemu rodzicowi dom pod nieobecność drugiego rodzica itp. W dorosłym życiu DDA potrafią świetnie doradzać, realizować wiele zadań jednocześnie, zajmować się ludźmi, ale nie sobą. Zwykle, w tej ostatniej sytuacji, czują się nieporadne, a nawet winne.

Nadmierne eksploatowanie siebie może powodować problemy zdrowotne…
U takich osób osobiste problemy ujawniają się w postaci objawów psychosomatycznych, jak np. porażenia ciała, duszności, uczucia ucisku w klatce piersiowej, zaburzenia miesiączkowania, bólów głowy. Mogą występować również inne objawy, jak chociażby poczucie życia w odrealnieniu, we mgle, w bardzo wyraźnej postawie nieufności wobec ludzi oraz silna potrzeba czujności i kontroli relacji. Są to cechy charakterystyczne np. dla żołnierzy biorących udział w wojnach na pierwszej linii frontu, którzy nie mają pewności, że przeżyją.

Podobnie jak dzieci alkoholików…
Trwają one w nieustannym napięciu, ponieważ nigdy nie mają pewności, czy po powrocie ze szkoły zastaną spokojną atmosferę i ciepły obiad na stole, czy też libację i przypadkowe osoby, które będą spać w ich łóżkach. Towarzysząca przewlekłemu piciu rodziców przemoc, agresywne kłótnie, wyzwiska, znikanie rodziców na kilka dni bez wyjaśnień powodują w konsekwencji, że u wielu osób pochodzących z rodzin z problemem uzależnień pojawia się tzw. zespół stresu pourazowego.

Jakie są objawy tego zespołu?
Spośród wielu, trzy są najbardziej charakterystyczne. Pierwszym z nich jest pobudzenie. Kiedy traumatyczne zjawisko trwa dłuższy czas, lub jest gwałtowne i silne, maleje zdolność do radzenia sobie z nim. System samoobrony rozpada się, pojawia się stałe pobudzenie, nadmierne reagowanie na sytuacje stresowe, np. na egzamin czy nawet wizytę u lekarza. Pobudzona osoba trwa w nieustannej gotowości do działania, trudno jej się jest relaksować, spać, regenerować siły. Organizm pracuje ciągle na najwyższych obrotach, tak jak w chwili, kiedy występowała sytuacja stresowa. To nic, że zmieniły się okoliczności, ze od tego czas minęło już sporo lat, raz zaprogramowany sposób działania nie wycisza się. Drugim objawem jest tzw. flashback, czyli wtargnięcie. To jak powtórzenie jakiejś dramatycznej sceny w filmie kryminalnym, w postaci przebłysku. Pojawienie się takich obrazów wskazuje na chwile, w których załamywał się system obronny danej osoby. Takie wtargnięcia potrafią wyrwać ze snu, z wykonywanych zwyczajowo czynności. Są to pewnego rodzaju okruchy wspomnień, pojawiających się w sposób nieprzewidywany i niekontrolowany. Zwykle są to zbitki bardzo trudnych wspomnień, obrazy, dźwięki wywołujące określone uczucia. Przykładowo, osoba idąc ulica zauważa kogoś, kto wykonuje pewien gest, który kojarzy się jej z dawnym, negatywnym wydarzeniem, a to powoduje u niej paraliżujący lęk. Nie jest to więc reakcja na to, co dzieje się tu i teraz, lecz na wydarzenie z przeszłości. Trzeci objaw syndromu pourazowego to zawężenie. Zwykle spotykamy się z nim w sytuacji bieżącego stresu, kiedy np. stoimy naprzeciw napastnika i musimy zdecydować, czy podejmujemy walkę, czy uciekamy. W naturalny sposób skupiamy wtedy całą nasza uwagę na problemie, zawęża się nasze pole świadomości, istnieje wtedy tylko problem i my. U osób z zaburzeniem stresu pourazowego takie zawężenie powoduje, ze odbierają oni bieżące sytuacje niejako z zewnątrz, jak gdyby byli biernymi obserwatorami i nie mieli wpływu na to, co się dzieje.

Żyją jakby w nierealnym świecie?
To nie musi być stan ciągły, może się pojawiać tylko sporadycznie. Poczucie nieadekwatności tego, co jest, z tym, co się widzi, może powodować takie kreowanie fikcyjnego świata. Pacjenci budują sobie w marzeniach domy, tworzą całe rodziny zgodnie z zasadami, według których sami chcieliby żyć. Jest to mechanizm obronny, próba wynagrodzenia sobie przeszłości, np. braku kochającej rodziny.

Czy osoby pochodzące z rodzin alkoholowych mają większe predyspozycje do uzależniania się od alkoholu?
To pytanie, na jakie fachowcy od wielu lat szukają odpowiedzi. Istnieją teorie mówiące, że może pojawić się skaza na chromosomie mająca wpływ na ewentualne uzależnienie, ale póki co, nie ma na to wystarczających dowodów. Większa rolę można przypisać środowisku, w jakim przebywają dzieci. Jeśli na co dzień widza pijących rodziców, którzy w taki sposób ?radzą? sobie z napięciem, wielce prawdopodobne, że będzie to dla nich informacja, że warto wypróbować taką formę odreagowania. Czynniki środowiskowe przyczyniają się do przejmowania przez dzieci wzorców zachowań dorosłych, ale mogą one przejąć również postać przeciwną, czyli nadmierne kontrolowanie siebie, z obawy przed powtórzeniem zachowań rodziców. Jest to problem nadkontroli ? całkowite odrzucenie alkoholu, abstynencja oparta na lęku, że straci się kontrolę nad sytuacją, że nie będzie można przestać pić. Często dorastającym dzieciom, alkohol pomaga się rozluźnić, zapomnieć o nieustający stresie w domu, a to przyczynia się do uzależnienia kolejnego pokolenia. Jednak nie jest to regułą, a problem uzależnienia od alkoholu nie dotyczy każdego DDA.

Czy DDA chętnie zgłaszają się pomoc do terapeuty?
Są to osoby odznaczające się tzw. przymusem dzielności. Są przyzwyczajone do tego, że nie można korzystać z pomocy osób trzecich. W dzieciństwie nie dostawały wsparcia, najczęściej jeszcze same udzielały go innym. W związku z tym, bardzo trudno jest im prosić o poradę, czy przyznać się przed sobą, że sobie z czymś nie radzą. Największym problemem jest dla nich pokonanie nieufności, zrezygnowanie z kontroli i powiedzenie, ze coś ich przerasta. Wstydliwe jest nazwanie rodziców alkoholikami, dostrzeżenie, że nie są idealni. Motywem DDA do zgłaszania się po pomoc bywa chęć kierowania do terapii swoich bliskich, partnerów, rodziców. Średnia wieku tych pacjentów to dwadzieści-trzydzieści kilka lat i jest to właściwy moment na rozpoczęcie terapii. Dzięki temu, dają sobie szanse na popełnienie mniejszej liczby błędów oraz na lepsze życie po ukończeniu leczenia.

Z jakimi problemami najczęściej przychodzą?
Jednym z pojawiających się najczęściej jest nieumiejętność budowania trwałych związków, pogłębiania ich. Mają również problemy z seksualnością. W ich wspomnieniach wiele jest sytuacji naruszania intymności fizycznej, psychicznej. Oprócz trudności w zaufaniu drugiemu człowiekowi, przeżywają konflikty lojalności względem rodziny, z której pochodzą. Nawet, kiedy mają już własne domy, trudno jest im odseparować się od problemów rodziców, rodzeństwa, co przyczynia się do powstawania napięć w nowym związku, który starają się tworzyć. Nie umiejąc oddzielić się od rodziny, stale angażują się w jej sprawy, dzwonią, są w stałym lęku, wypytują o szczegóły, są gotowe pomagać w każdej chwili, oddalając od siebie swoje dorosłe życie. Boją się mieć dzieci, być rodzicami, by nie powtórzyć błędów swoich matek i ojców.

Jakie są formy terapii DDA?
Może być ona prowadzona dwutorowo, tj. indywidualnie albo grupowo. W ośrodku, którym kieruję, zanim osoba zostanie przyjęta, konsultuje ja z lekarzem psychiatrą, by wykluczyć głębsze zaburzenia, rozpoznać, czy nie trzeba leczenia farmakologicznego. Następnie przeprowadza się diagnozę psychologiczną, pod kątem możliwości i kierunków korzystania z psychoterapii. Zanim zapadnie decyzja o zakwalifikowaniu do psychoterapii, analizowany jest problem, z jakim potencjalny pacjent przychodzi do terapeuty, oraz weryfikuje się motywację zainteresowanego. Zdarza się tak, że na terapię przychodzą osoby, które zostały nakłonione do niej np. przez przełożonego zakonu bądź współmałżonka, niemające wewnętrznego przekonania o potrzebie leczenia. Wówczas, jeśli nie uda się odnaleźć wewnętrznego motywu, nie umawiamy się na terapię. Forma psychoterapii, indywidualna lub grupowa, zależy od oferty ośrodka, ale przede wszystkim dopasowana jest do potrzeb.

Czego pacjenci mogą spodziewać się na terapii?
Zwykle pracujemy w oparciu o historię życia. U DDA, przez działanie wewnętrznych systemów obronnych, dokonuje się tzw. wyparcie złych doświadczeń ze swojej pamięci. Dlatego trzeba podjąć próbę urealnienia problemów, o których się nie pamięta. Opowiadanie swojej historii w grupie pomaga odzyskiwać pamięć, urzeczywistniać problemy, które często były negowane, marginalizowane. Kiedy ktoś opowiada, że był bity, to kolejnym osobom przypominają się podobne zdarzenia. Gdy pacjent był np. świadkiem współżycia seksualnego rodziców, a wcześniej matka mówiła o nienawiści względem ojca oraz, że chce się z nim rozwieźć, pojawia się ogromne napięcie, którego źródło w trakcie terapii musi zostać rozpoznane, przepracowane. Opowiadanie o swoich przeżyciach i doświadczeniach w terapii indywidualnej, czy grupowej, pomaga je porządkować, nazwać oraz wyrazić uczucia bólu, wstydu, gniewu, czy nienawiści. Terapeuta w relacji indywidualnej jest lustrem, pomaga zinterpretować i zrozumieć, a potem zintegrować to, co najtrudniejsze, tak by pacjent odnalazł w sobie oparcie i sens własnego życia. W relacjach z terapeutą, czy osobami z grupy, pacjent doświadcza nowej jakości budowania więzi i odzyskuje swoją autonomię, dodatkowo odkrywa, ze jedno nie stoi w sprzeczności z drugim.

Czy kolejnym etapem jest przebaczenie rodzicom?
Terapia zapoczątkowuje proces wybaczania, który nie może być rozumiany jako zapomnienie, czy usprawiedliwienie. DDA kierują się w życiu sztywnymi zasadami, często są bardzo ortodoksyjni w swoich religijnych przekonaniach, dlatego, jeśli usłyszą podczas spowiedzi, że powinny przebaczyć, będą starać się to zrobić, nawet kosztem własnych uczuć. A tego etapu nie można przyspieszyć, przebaczenie musi postępować w swoim własnym tempie. Zanim do tego dojdzie, należy uświadomić sobie krzywdy, które mają być wybaczone. Terapia jest po to, aby DDA mogły odnaleźć zamrożone gdzieś w sobie poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, które nie pozwala normalnie funkcjonować i zapomnieć o przeszłości. Przeprowadzona psychoterapia może uruchomić procesy egzystencjalne, które dostarczą odpowiedzi na pytania o prządek świata, własne wartości, czyli na te kwestie, które bezpośrednio dotykają każdego człowieka.

Czy można przestać być dorosłym dzieckiem alkoholika?
Jest to jak najbardziej możliwe. O tym co się wydarzyło w dzieciństwie nie zapomni się nigdy, ale można myśleć o przeszłości jako o obszarze, który rozumiem i integruję w sobie. Jeśli osoba po dwuletniej terapii mówi, ze nadal jest DDA, to znaczy, że nie do końca wykorzystała okres leczenia. Osoba po terapii zwykle nie potrzebuje etykiety, nie tworzy sobie podwalin poczucia tożsamości w oparciu o bycie ofiarą systemu rodziny z problemem alkoholowym. Dzięki cechom wyniesionym z domu rodzinnego, determinacji, umiejętności życia w ekstremalnych warunkach oraz wytrzymałości, poznaje w trakcie terapii nowe narzędzia, za pomocą których będzie mogła radzić sobie samodzielnie i – na co można mieć nadzieję – być bardziej szczęśliwa i spełniona.

Z Agnieszką Litwą-Janowską, terapeutką, dyrektorem Krakowskiego Centrum Terapii Uzależnień rozmawiają Joanna Pastuszak i Sławomir Rusin

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST,  DOROSŁE DZIECI NIEDOJRZAŁYCH RODZICÓW, NUMER 10.-11.2013, http://sklep.e-medialist.pl