JESTEM SZCZĘŚLIWY, GDY PACJENCI NIE POZNAJĄ MNIE NA ULICY

64

Niedawno byłem u rodziny, w której 14-letni chłopiec jakiś czas temu próbował popełnić samobójstwo. Nie udało mu się, ale nadal powtarza bardzo niepokojące słowa: „Tu, w suficie, był kiedyś hak. Szkoda, że już go nie ma, bardzo by mi się przydał”. Jego o rok młodszy brat przesiaduje do późna w nocy u kolegów, bo nie chce wracać do rodzinnego domu. Wędrując nocą przez osiedla, wystawia się na ryzyko utraty życia.

Pracuję jako psychoterapeuta w krakowskim Stowarzyszeniu Dobrej Nadziei. Udzielamy pomocy psychologicznej dzieciom i ich rodzicom. W naszym ośrodku zajmujemy się najczęściej tzw. systemową terapią rodziny (1), która polega m.in. na pracy nad odbudowaniem zakłóconych relacji rodzinnych. Psychoterapeuta wspólnie z rodziną (o ile to możliwe ze wszystkimi osobami, które zamieszkują pod jednym dachem) analizuje metody komunikacji, strukturę i drzewo genealogiczne rodziny, a także wpływ historii rodziny na jej dzisiejsze funkcjonowanie. Każdemu z członków rodziny zadaję pytanie o to, jak rozumie on dany problem, bo każdy ma inny – równie ważny – punkt widzenia. Zdarza się, że prowadząc terapię, trzeba oddzielnie spotkać się tylko z rodzicami, bo o niektórych problemach trudno jest im mówić przy dzieciach, np. o szczegółach pożycia małżeńskiego. W związku z tym nieraz, w ramach terapii rodzinnej, organizujemy osobne spotkanie dla dzieci i ich rodziców.
Na terapię do naszego ośrodka zgłaszają się rodziny, które ktoś do tego namówił. Zdarza się czasami, że rodzina przychodzi sama, częściej jednak zostaje do nas skierowana przez sąd, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej albo pedagoga szkolnego.
Czterdziestoparoletnia mama wspomnianych chłopców zachowuje się tak, jakby miała halucynacje, ale odmawia pomocy psychiatrycznej. Ich ojciec uważa, że młodszy chłopiec nie jest jego dzieckiem i często wykrzykuje mu to prosto w twarz. Małżonkowie kłócą się ze sobą bez przerwy -atmosfera w domu przypomina piekło. Chłopcy potrzebują pomocy psychologa, ale żeby mogli uczęszczać na terapię, ich rodzice musieliby wyrazić na nią zgodę, czego niestety nie chcą zrobić. Matka nie wierzyła ani w realne zagrożenie ponownej próby samobójczej swojego syna, ani w zapewnienia terapeuty, że próbuje uratować życie chłopca. W tym przypadku terapia dałaby chłopcom co prawda jedynie doraźną ulgę – bo dzieci i tak wracałyby do patologicznego środowiska – ale dzięki niej mogliby się przed kimś otworzyć, porozmawiać o swoich problemach, o tym, co czują.

alarmujące sygnały 
Nie wszystkie przypadki są tak dramatyczne. Niejednokrotnie sygnały o tym, że w rodzinie dzieje się coś niedobrego, są bardziej subtelne i najczęściej pochodzą od dzieci, np. pojawia się u nich jakiś problem fizjologiczny. Kiedyś skierowano do naszej poradni siedmioletnie dziecko, które zaczęło moczyć się w nocy, a przecież już dawno wyrosło z pieluch. Wcześniej lekarze wykluczyli chorobę somatyczną i skierowali je do psychologa. Po wstępnej rozmowie z rodziną okazało się, że rodzice dziecka przeżywają kryzys. Ono wyczuło, że w domu zmieniła się atmosfera, rodzice nie rozmawiają ze sobą tak jak dawniej. Moczenie się było reakcją podświadomą, objawem wytworzonym przez zaburzony system rodzinny zagrożony rozpadem w wyniku kryzysu. Podświadomość dziecka to zagrożenie zarejestrowała, co wyszło na światło dzienne w postaci objawu fizjologicznego.
Kolejnym częstym objawem fizjologicznym, który może świadczyć o tym, że dziecko przeżywa jakieś problemy natury psychicznej, jest także łysienie plackowate. Gdy pracowałem w klinice psychiatrycznej, zdarzało się, że dermatolodzy przysyłali do nas dzieci z takim objawem, bo leczenie farmakologiczne było nieskuteczne. Podawanie leków w przypadku znerwicowania dziecka jest leczeniem skutków, a nie przyczyn nerwicy. Najczęściej objawy fizjologiczne w czasie trwania terapii samoczynnie ustępują.
Inne niepokojące symptomy mogą pojawić się w zachowaniu dziecka. Nagle robi się ono smutne, apatyczne, traci ochotę do nauki. Zdarza się, że podejmuje próby demonstracyjnego łamania reguł prawnych, np. kradnie słodycze w supermarkecie, mimo że nie brakuje mu pieniędzy. W ten sposób próbuje zwrócić na siebie uwagę i rzeczywiście najczęściej osiąga swój cel. Pośrednio, nieświadomie, poświęca się dla rodziny, doprowadzając ostatecznie do tego, że decyduje się ona na podjęcie terapii. Uwaga wszystkich przenosi się z dziecka, jako identyfikowanego pacjenta, na realne problemy rodziny.

bezsilność
Niestety nie każda rodzina i nie każdy pacjent są zdolni do podjęcia terapii, nawet jeśli jej potrzebują. Zdarzają się sytuacje, gdy rodzina odmawia przyjęcia pomocy. Nie zawsze też wszyscy jej członkowie chcą przyjść na terapię, najczęściej opór stawiają ojcowie. W naszej kulturze mężczyźni boją się emocji – zarówno ich doświadczania, jak i wyrażania. Istnieje taki stereotyp, według którego mężczyzna nie może być człowiekiem ciepłym, uczuciowym, powinien być twardy i zimny. Gdy rodzice odmawiają przyjęcia pomocy, a zagrożone jest życie dzieci, terapeuta może jedynie powiadomić Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej o problemach rodziny i oczekiwać, że jego pracownicy podejmą na drodze sądowej starania o przyznanie dzieciom kuratora lub o skierowanie ich do rodziny zastępczej, a rodziców na przymusową terapię. Poza tym pozostaje bezsilny. Bywa też, że niektórzy pacjenci, z powodu zbyt dużych zaburzeń psychicznych czy indywidualnych patologii, nie są w stanie nawiązać kontaktu z terapeutą. Terapię może uniemożliwić (chociaż niekoniecznie) uzależnienie jednego z członków rodziny, który odmawia leczenia np. z nałogu alkoholizmu. W takiej sytuacji przed podjęciem terapii rodzinnej należałoby raczej leczyć indywidualnie alkoholika i jednocześnie członków jego rodziny z powodu współuzależnienia. Dopiero wtedy, kiedy te indywidualne terapie zostaną podjęte, można pracować nad odbudowaniem więzi i komunikacji w rodzinie.

puste naczynie
Zdarza się, że metody stosowane w systemowej terapii rodzin nie wystarczają. Czasami terapeuta, żeby pomóc pacjentowi, dobiera trochę intuicyjnie jakąś inną technikę. Ważne, aby była ona oparta na dobrej znajomości pacjenta, bo tylko wtedy może być skuteczna. Pamiętam chłopca, który był mocno skonfliktowany z ojcem. W domu ciągle wybuchały awantury, chłopiec był agresywny, uciekał. Trafił na oddział szpitalny, ale leczenie i terapia nie przynosiły efektów. Zdesperowany postanowiłem zastosować dość kontrowersyjną technikę pustego krzesła, znaną z terapii Gestalt (2). Polega ona na tym, że pacjent mówi do pustego krzesła, wyobrażając sobie, że siedzi na nim osoba, z którą chciałby porozmawiać. Zaproponowałem chłopcu, żeby sobie wyobraził, że tata jest z nami tutaj, i żeby coś do niego powiedział. On się zgodził, przez chwilę próbował coś powiedzieć i w pewnym momencie zaczął płakać. Wyrzucił z siebie, tak półszeptem: „Tato, kocham cię”, i całkiem się rozkleił. Płakał jak bóbr. Potem porozmawialiśmy, wyciszył się, uspokoił, a pod koniec spotkania nawet się uśmiechał. Wyraźnie poczuł ulgę. Wrócił do domu, a jakiś czas później rodzice wypisali go ze szpitala, bo nie potrzebował już dalszej hospitalizacji. Kiedy się ze mną pożegnali i wychodzili z oddziału, chłopiec przytulał się do ojca.
* * *
Jestem szczęśliwy, kiedy moi byli pacjenci nie poznają mnie na ulicy, bo świadczy to o tym, że wymazali mnie z pamięci, zapomnieli o leczeniu. Dla nich jestem już pustym naczyniem, z którego wypili tyle, ile chcieli. Kontakt terapeutyczny powinien być w odpowiednim momencie intensywny, ale nie powinien uzależniać. Terapeuta powinien pamiętać o tym, że jego rola nie polega na zastąpieniu pacjentowi matki lub ojca. Musi zachować dystans, oddzielić swoje prywatne emocje, aby po ustąpieniu objawów pacjent mógł rozstać się z terapeutą bez poczucia odtrącenia. Jeśli pacjent mówi, że już nie potrzebuje terapii, i odchodzi, a terapeuta widzi, że rzeczywiście tak jest, przeżywa najpiękniejszą chwilę.

Andrzej Żuławski

Andrzej Żuławski, terapeuta, pracował w Klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży UJ, specjalista z zakresu psychologii wychowawczej, trener „Szkoły dla rodziców” oraz Programu profilaktyki uzależnień „Spójrz inaczej” według Andrzeja Kołodziejczyka;ma kilkuletnie doświadczenie praktyczne w pracy z tzw. trudną młodzieżą, z dziećmi i ich rodzicami. Obecnie pracuje w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Dobrej Nadziei w Krakowie.

Przypisy
(1) W terapii systemowej rodzina jest postrzegana jako samoregulujący się system. Terapeutę interesują prawa regulujące komunikowanie się i zachowania w danej rodzinie, zmiana tych praw prowadzi do eliminacji objawu. Członkowie rodziny prowadzą między sobą pewną grę, w której każdy próbuje kontrolować jej zasady, unikając przyznania się do tego. Zasady te przejawiają się w komunikacji, a komunikaty jednego z członków systemu są dyskwalifikowane przez innego członka. Takie sposoby komunikacji są dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Zadaniem terapeuty jest przerwanie gry systemu rodzinnego.
(2) Gestalt to stworzona przez Fritza Perlsa metoda psychoterapii, która zakłada, że zachowaniem człowieka zarządzają procesy homeostazy. Człowiek reaguje sumą utrwalonych reakcji i, aby być akceptowanym przez otoczenie, w rezultacie oddziela się od autentycznych odczuć i blokuje swój potencjał. Techniki terapeutyczne Gestalt są oparte na tzw. dialogu egzystencjalnym między terapeutą i pacjentem. Jego celem jest pełne zrozumienie pacjenta, uczenie go rozpoznawania własnych emocji i sposobów, w jaki powstają, swobody podjęcia wynikających z tej nowej wiedzy decyzji.

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST,  NASTOLATKI W DOMU, NUMER 05.2010
ZAMÓW PRENUMERATĘ LISTU: http://sklep.e-medialist.pl